Waldemar Kita: polski przedsiębiorca w Ligue 1

Na myśl o piłkarskich sukcesach Polaków w Europie do głowy przychodzą oczywiste nazwiska. Aby nie przeoczyć pewnej ważnej postaci, trzeba jednak na futbol spojrzeć szerzej, z perspektywy biznesowej. Również na tym polu mamy swojego reprezentanta. Mowa o Waldemarze Kicie, jedynym polskim właścicielu klubu piłkarskiego w jednej z najlepszych lig w Europie.


W 2017 roku minęło dziesięć lat odkąd polski przedsiębiorca, Waldemar Kita, przejął stery francuskiego klubu piłkarskiego – FC Nantes. Nadchodzi kolejna dekada rządów Polaka, który ma za sobą dość burzliwy okres. Lecz wbrew powszechnym opiniom konsekwentnie realizuje swoje cele i walczy jak równy z równym na podwórku prestiżowej Ligue 1.

Droga do biznesu

Waldemar Kita urodził się 7 maja 1953 roku w Szczecinie. Śmierć ojca sprawiła, że w wieku 15 lat wyjechał razem z matką do Francji. Okres spędzony w Polsce musiał odkreślić grubą linią i rozpocząć życie w nowym kraju. Z biegiem czasu nauczył się języka francuskiego, co umożliwiło mu z kolei kontynuowanie nauki: ukończenie technikum, a w końcu podsumowanie lat edukacji dyplomem z biologii.

W 1986 roku założył firmę Corneal, która stała się później gigantem w zakresie optyki. Produkcja sprzętu okulistycznego, a przede wszystkim soczewek wewnątrzgałkowych umożliwiających leczenie zaćmy, przyniosła mu ogromne zyski i popularność. Według danych statystycznych Corneal była przedsiębiorstwem zajmującym pierwsze miejsce w branży we Francji i czwarte w Europie. Branża okulistyczna znacznie się dzięki pomysłowi Kity rozwinęła.

W 2006 roku nadarzyła się okazja spieniężenia sukcesu – amerykańska firma Allergan zaoferowała Kicie za jego udziały w Corneal ogromną kwotę 180 mln euro. Sprzedaż korporacji nie oznaczała końca biznesowej kariery Polaka. Polak został przy dziedzinie biologii. Tym razem zakładając firmę Vivacy zajął się produktami oraz urządzeniami związanymi z medycyną estetyczną. Sławę przyniósł mu produkt o nazwie Surgiderm, który jest jednym z najpopularniejszych w Europie preparatów do usuwania zmarszczek kwasem hialuronowym. Z kolei na drugim froncie zamierzał skupić się na futbolu.

Nieudana przygoda w Szwajcarii

Zanim Waldemar Kita zdecydował się na sprzedaż Cornealu, w latach 1998 – 2001 podjął się wyzwania jako właściciel klubu piłkarskiego. Stanął za sterami szwajcarskiego FC Lausanne-Sports, który wówczas występował w pierwszej lidze. Klub walczył o czoło tabeli i w pierwszych dwóch latach zajął miejsce na podium. W sezonie 2000/2001 piłkarze Kity dotarli do trzeciej rundy Pucharu UEFA. Zdobyty w 1999 roku Puchar Szwajcarii także sugerował, że będzie to udana inwestycja polskiego biznesmena. Rzeczywistość okazała się brutalna. Klub nie zdołał wywalczyć miejskiego dofinansowania, co w 2001 roku zmusiło Kitę do zrezygnowania z posady prezesa. Następstwem było bankructwo klubu, który po tej klęsce jako reaktywowany twór błąkał się już po niższych ligach.

Skoro nie udało się w Szwajcarii, może spróbować w Polsce? Takie myśli chodziły po głowie Waldemara Kity, gdy rozważał przejęcie Wisły Kraków. Jednak ówczesny właściciel „Białej Gwiazdy”, Bogusław Cupiał, nie zgodził się na sprzedaż. O wydanych w Nantes milionach i niedoszłej inwestycji w Krakowie biznesem mówił po latach: – Te pieniądze mogłem wydać w Polsce. Pewnie wystarczyłoby na Ligę Mistrzów. Ale nie udało się kilka lat temu kupić Wisły Kraków i moje plany nieodwracalnie się zmieniły. Jak wyglądałaby krakowska drużyna pod rządami szczecińskiego przedsiębiorcy? Czy upragniona Liga Mistrzów zawitałaby na nasze stadiony lata wcześniej? Na te pytania już niestety nie uzyskamy odpowiedzi. A Kita na dobre zanurzył się we francuskim futbolu.

FC Nantes i dekada rządów

Po sprzedaniu firmy Corneal Waldemar Kita dysponował ogromnymi zasobami gotówki. W 2007 roku postanowił wyłożyć 10 mln euro, by wykupić od grupy Dassault FC Nantes. Polski inwestor rządzi francuskim klubem do dziś. Co prawda był już zainteresowany zakupem zanim przejął szwajcarski Lausanne-Sports, lecz wówczas Francuzi niechętnie odnosili się do pomysłu sprzedaży. Choć jego nowa inwestycja znajdowała się wówczas w największym od powstania klubu (1943) kryzysie, mogła się pochwalić godną przeszłością.

Wystarczy sięgnąć pamięcią do lat 60-tych. Wtedy francuski klub zaczął odnosić pierwsze sukcesy. Od tego okresu FC Nantes przeważnie zajmowało miejsca w pierwszej dziesiątce. Jest ośmiokrotnym mistrzem Francji (1965, 1966, 1973, 1977, 1980, 1983, 1995, 2001), trzykrotnym triumfatorem w pucharze kraju (1979, 1999, 2000) oraz dwukrotnym zwycięzcą Superpucharu Francji (1999, 2001). Do tego należy doliczyć świetne występy w pucharach europejskich. W rozgrywkach 1994/95 piłkarze doszli do ćwierćfinału Pucharu UEFA, gdzie przegrali z Bayerem Leverkusen, a w następnym sezonie przebojem przedarli się do półfinału Ligi Mistrzów. Tam na drodze stanął triumfator ówczesnej edycji, Juventus Turyn. Na kolejne dobre występy czekano do roku 2000. Najpierw przygoda z Pucharem UEFA i porażka w dwumeczu z FC Porto, a w sezonie 2001/2002 wyczekiwana Champions League, z którą Kanarki pożegnały się w drugiej rundzie. Następne lata to okres gęstnienia czarnych chmur nad drużyną ze Stade La Beaujoire-Louis Fonteneau.

Lepsze czasy miały nadejść właśnie za kadencji Waldemara Kity. Trzeba przyznać, że początki polski prezes miał naprawdę trudne. W 2007 roku, po 44 latach nieustannej rywalizacji w Ligue 1, Nantes spadło do drugiej ligi. Zespół potrafił potrzebował jednak tylko sezonu, by powrócić do elity. Ekstraklasa znów okazała się za mocna i w 2009 Kanarki ponownie zostały zdegradowane. Kryzys trwał do 2013 roku, kiedy to Kita na dobre postawił klub na nogi i do dzisiaj szefuje mu w pierwszej lidze.

Za kadencji trenera Michela der Zakariana zespół nie potrafił przedrzeć się do górnej połowy tabeli. Przełamanie nastąpiło dopiero za zasługą Sergio Conceicao, który w sezonie 2016/2017 wprowadził drużynę na 7. miejsce. Kiedy wreszcie wydawało się, że „pożeracz trenerów” Kita znalazł właściwego szkoleniowca – za Conceicao w parze z wynikami szła najlepsza gra Nantes od lat – portugalski trener przyciągnął zainteresowanie ojczystego Porto i nie mógł mu się oprzeć. Na jego miejsce Polak postanowił zatrudnić Claudio Ranieriego. Włoch znany był ze zdobycia z Leicester historycznego mistrzostwa Anglii w 2016 roku i po cichu mówiło się, że w Nantes ma zaadaptować schemat, który przyniósł tamten sukces. Nantes uplasowało się na zaledwie 9. miejscu, a do tego prezentowało kiepski futbol, więc prezes zdecydował o kolejnej zmianie. Przed sezonem 2018/2019 szkoleniowcem Miguel Cardoso. Dostał spore transferowe wsparcie, ale kiepskie wyniki błyskawicznie wyczerpały cierpliwość Kity. Od kilku tygodni na ławce zasiada już Vahid Halihodzic, za którego zatrudnieniem nie przemawiało wiele. Wbrew wszystkiemu ruch przyniósł natychmiastowy skutek – Kanarki notują lepsze rezultaty i grają ładny, skuteczny futbol.

Waldemar Kita to człowiek zdecydowany. Przez sześć lat od przejęcia Nantes wydał około 100 milionów, by wrócić do Ligue 1. Jego współpracownicy opisują go jako osobę o silnych przekonaniach, lubiącą mieć wszystko pod kontrolą. Jeżeli mu na czymś zależy, to robi to z pełnym z zaangażowaniem. Biznesowy talent Polaka został doceniony przez magazyn „France Football”, który w 2014 wskazał Kitę jako najlepszego zarządzającego przedsiębiorcę we francuskiej piłce. Jednak nie wszyscy zgadzali się z tytułem, jakim mianowano inwestora.

Do tej grupy przede wszystkim należeli wierni kibice Nantes, którzy właśnie Kitę winili za słabe wyniki ich drużyny i tułaczkę w drugiej lidze. Biznesmen przez lata spędzone we Francji regularnie spotykał się krytyką. Liczne protesty oraz ataki ze strony kibiców były na porządku dziennym. W jednym z wywiadów prezes klubu skomentował postawę chuliganów: – Próbują mi zaimponować. Obrażali mnie przez 90 minut, ale to trwa od 10 lat. Nikt nie reaguje: ani prefektura, ani policja. Protestują, bo nie gramy dobrze, ale to nie ja gram w piłkę. Nie jestem też trenerem. Staram się zarządzać klubem jak najlepiej. Nie boję się. Co mi zrobią? Zabiją mnie? A potem… policja i prefektura będą miały czyjąś śmierć na sumieniu. Nie mogę tak po prostu rzucić tego wszystkiego i zostawić wielu ludzi, którzy wykonują świetną pracę na rzecz klubu.

Wizja rozwoju

Praca na stanowisku właściciela klubu może być niewdzięczna. Jednak Polak się nie poddaje i wciąż usiłuje przywrócić należne im miejsce w lidze. Włodarz zespołu z Bretanii zamierza dalej pompować w swoją inwestycję grube miliony. W bieżącym sezonie szarpnął się nawet na rekordowy transfer w historii klubu – za siedem milionów euro zakupił młodego gwiazdora ligi belgijskiej: pomocnika Club Brugge, Antoniego Limbombe.

Jego celem pozostaje też sprowadzanie do drużyny Polaków. Do tej pory w FC Nantes grali Robert Gadocha (1975-1977), Krzysztof Frankowski (1984-1987), Roman Kosecki (1995-1996), a już za kadencji Kity – Grzegorz Krychowiak (2011-2012 – wypożyczenie) i Mariusz Stępiński (2016-2018). Prezes tłumaczy jednak, że transfery z Polski są dla niego trudne, bo adaptacja w Anglii czy Niemczech następuje znacznie szybciej aniżeli we Francji. Przykładem może być Rafał Kurzawa, który ostatnimi czasy nie może się zaaklimatyzować w Amiens, ale także znacznie lepsza gra Stępińskiego w Serie A niż w barwach FCN. Kita ma rzecz jasna pomysł, jak obejść ten problem: – Chcemy chłopaków młodych, którzy mają 15-16 lat, ponieważ chcemy im wpoić naszą [francuską] kulturę i nasze wychowanie piłkarskie. W związku z tym polski działacz nawiązał współpracę z Akademią Piłkarską 21 Tomasza Frankowskiego. Zainwestowanie w szkolenie ma być kolejnym długofalowym celem francuskiego klubu.

Czas biegnie dalej

Działalność Waldemara Kity na przestrzeni lat to przykład, że Polak też potrafi. Choć sukces z firmą Corneal biznesmenowi trudniej przełożyć na ten sportowy, to konsekwentnie realizuje swoją wizję budowy drużyny. Tylko dzięki niemu „polska myśl prezesowska” ma swojego reprezentanta w wielkiej piłce.

Kamil Jasica