EA Guingamp: Bohater potrzebny od zaraz

EA Guingamp od powrotu do Ligue 1 pięć sezonów temu jest typowym ligowym średniakiem. Poza pierwszymi rozgrywkami po powrocie Les rouges et noirs za każdym razem potrafili stosunkowo szybko osiągnąć kultowe „40 punktów”, właściwie zapewniające utrzymanie w lidze. Nikt więc nie spodziewał się, że zespół z Bretanii będzie w stanie walczyć o europejskie puchary. I pewnie niewiele osób więcej spodziewało się, że na półmetku rozgrywek L’EAG będzie czerwoną latarnią Ligue 1, wygrywając zaledwie jedno z siedemnastu dotychczasowych spotkań.


Głównym celem klubu z zachodniej Francji, jak co roku, jest utrzymanie, nie ma co do tego wątpliwości. Wydawało się, że nie powinno to być wyzwaniem ponad siły, zespół ten w dwóch poprzednich latach zdobywał 40 punktów na kilka kolejek przed końcem, sześć w roku ubiegłym, siedem we wcześniejszej kampanii. Okienko transferowe nie było więc czasem spektakularnego przemeblowania, bo na pierwszy rzut oka, takie nie było potrzebne. Do Stade Rennais za 4 miliony euro odszedł Clément Grenier, poza tym za darmo kluby zmienili Jimmy Briand, Mustapha Diallo czy Jonathan Martins Pereira. Do drużyny dołączyli zaś Sikou Niakaté (wypożyczony od razu do Valenciennes), Guessouma Fofana, Nolan Roux, a także Ronny Rodelin. Transfery marzeń? Na pewno nie. Ale nie można też powiedzieć o jakimś rozczarowaniu. Typowe okienko francuskiego średniaka. Rozczarowaniem nie można nazwać też początku tego sezonu. Nie można, bo to słowo byłoby zdecydowanie zbyt łagodnym określeniem dla wyników tej ekipy.

Być jak Monaco

Sześć porażek w pierwszych sześciu kolejkach. Fakt, wśród rywali było parę uznanych drużyn: PSG, Marsylia, Lille czy ASSE, jednak nie urwać ani jednego punktu? Wstyd. Kibice L’EAG pewnie łudzili się, że to jedynie złe dobrego początki, a ich ukochana drużyna zacznie powoli, ale sukcesywnie zdobywać niesamowicie potrzebne punkty i przede wszystkim u siebie będzie w stanie postawić się oponentom. Nic bardziej mylnego. Guingamp u siebie nie wygrało dotychczas żadnego ligowego spotkania. Zero zwycięstw, trzy remisy, pięć porażek i bilans bramkowy -8. To zdecydowanie najgorszy wynik w lidze, równie żałosne jest jedynie AS Monaco, które legitymuje się identycznymi statystykami. Przed sezonem ekipa Antoine’a Kombouaré pewnie w ciemno przyjęłaby scenariusz, w którym notują takie same rezultaty jak klub z Księstwa. Teraz już Kombouaré nie bardzo ma jak zrezygnować z tej ewentualności, bo to właśnie z niego w Guingamp zrezygnowano.

Bretońska przygoda byłego szkoleniowca PSG czy RC Lens zakończyła się ponad miesiąc temu, na początku listopada. Gwoździem do trumny okazał się blamaż w wyjazdowym meczu z FC Nantes, gdzie gospodarze zwyciężyli aż 5:0. Wiadomo było, że trzeba będzie zatrudnić prawdziwego specjalistę, żeby wyciągnąć klub z tak głębokiego dołka. A że na rynku dostępny był człowiek, który prowadził Guingamp przez sześć lat, wprowadzając drużynę do Ligue 1, to wybór był chyba dość oczywisty.

Gourvennec na ratunek

Jocelyn Gourvennec, prowadząc Les rouges et noirs zbudował swoje nazwisko we francuskiej piłce. Przejmował ekipę trzecioligową, z którą w debiutanckim sezonie wywalczył awans, po następnych dwóch latach osiągając promocję do najwyższej klasy rozgrywkowej. Co ważne, nie poprzestał na wejściu na szczyt – on zdołał się na nim utrzymać. Za jego rządów Guingamp przez trzy lata zdołało odpierać ataki reszty stawki, za każdym razem gwarantując sobie utrzymanie. Sezon 2016/17 rozpoczynał już jako szkoleniowiec Girondins Bordeaux, gdzie pełnił funkcję pierwszego trenera przez półtora roku, po czym od stycznia pozostawał bez zatrudnienia. Wydaje się, że zna on klub na tyle dobrze, że ma realne szanse na odbudowanie drużyny. Początki jednak nie są przesadnie optymistyczne.

W czterech ostatnich meczach zdobycze punktowe wcale nie są bardziej okazałe niż za rządów poprzednika. Trzy porażki (wszystkie 1:2) i jeden remis to rezultaty, które zdecydowanie nie zwiastują rychłego powrotu na autostradę numer 40, prowadzącą do utrzymania w lidze. Gourvennec ma duży problem, ponieważ w jego zespole na razie mało co funkcjonuje. Zdecydowanie najgorsza defensywa w lidze, ze średnią dokładnie dwóch bramek straconych na mecz nie jest dobrą rekomendacją dla obrońców. Problem w tym, że tego niechlubnego wyniku nie można złożyć na karb braku zgrania piłkarzy tylnej formacji, ponieważ ani bramkarz, ani żaden podstawowy obrońca nie jest piłkarzem nowym, każdy z nich był pierwszym wyborem również w poprzednim sezonie. Wydaje się więc, że z tym materiałem, który ma, szkoleniowiec nie zrobi najlepszej defensywy w lidze, musi więc znaleźć inne rozwiązanie. Obroną zdobywa się tytuły, ale do utrzymania spokojnie wystarczy dobre funkcjonujący atak. Niestety piłkarze grający najwyżej grają na razie tak słabo, że sporym nadużyciem byłoby nazwać ich „atakiem”.

Dwanaście bramek w dotychczasowych meczach, tyle samo co Nicea i jedno trafienie więcej niż Stade de Reims. Wygląda to bardzo przeciętnie. Dobrymi liczbami pochwalić się może jedynie Marcus Thuram, najlepszy strzelec drużyny, który ma na koncie dokładnie połowę dotychczasowego dorobku Guingamp, czyli sześć goli. Problem jednak w tym, że do tego dołożył dwie czerwone kartki, z czego jedną w ostatnim spotkaniu z Amiens, co na pewno nie pomoże jego zespołowi, który i bez niego zupełnie sobie w ataku nie radzi.

Jak wrócić do gry?

Gourvennec musi popracować z piłkarzami nad koncentracją i wykończeniem, ponieważ oba te elementy zawiodły we wcale nie słabych w wykonaniu jego podopiecznych, lecz przegranych spotkaniach z Lyonem (2:4) i Dijon (1:2). W meczu z Les Gones pierwsza połowa na Stade du Roudourou była naprawdę bardzo przyzwoita, jednobramkowa przewaga nie była wynikiem niecodziennego szczęścia, a symptomem, że ta drużyna potrafi grać w piłkę. Prowadzenie było nawet więcej niż zasłużone – to goście wyglądali jak drużyna okupująca dół tabeli, a gospodarze jak pretendenci do zakończenia sezonu na pozycji premiowanej występami na szczeblu europejskim. Niestety dla nich, w drugiej połowie przebudził się Depay, w objęcia Morfeusza wpadł zaś blok defensywny, który dopuścił do utraty czterech bramek w 21 minut. Drugie wymienione wyżej spotkanie może być zaś wizytówką formy Guingamp w tym sezonie. Dwa razy więcej strzałów, trzy razy więcej strzałów celnych, gra w przewadze w ostatnich dwudziestu minutach, ciągłe ataki na bramkę rywala, a jednak nie udało się zdobyć choćby punktu. Mecz powinien być rozstrzygnięty wcześniej i to jest zarzut dla ofensywy, jednak to i tak tylko nieznaczne wykroczenie w porównaniu do tego, co zrobił bramkarz Les rouges et noirs, Karl-Johan Johnsson. Golkiper ten wrzucił do swojej bramki niecelny (!) strzał, który leciał niezbyt szybko (!!) z około dwudziestego piątego metra (!!!), właściwie prosto w niego. Bramka kuriozum, która ostatecznie zaważyła na wyniku tej rywalizacji.

Prognozy dla Guingamp nie są dobre. Słaby atak, dodatkowo obciążony niesubordynacją najlepszego (właściwie jedynego sensownego) strzelca, fatalna obrona, seria meczów bez ligowego zwycięstwa trwająca od września… Jakby tego było mało, w dziesięciu ostatnich sezonach aż siedem razy drużyna, która po siedemnastu kolejkach była ostatnia, spadała z ligi. Co więcej, w sezonie 2014/15 zajmująca wtedy ostatnia pozycję Bastia miała na tym etapie aż 14 punktów i tylko 22 stracone bramki, a tyle samo straconych bramek, ale trzy punkty mniej miało Valenciennes w sezonie 2008/09. Jedyny klub, który miał podobny bilans po tylu seriach zmagań i utrzymał się w lidze to AC Ajaccio z sezonu 2011/12: 9 punktów i 36 straconych bramek, na koniec rozgrywek zaś 41 punktów i pozycja w lidze numer 16.

Jaka więc może być recepta na poprawę sytuacji EA Guingamp? Trzeba wierzyć, że tak obeznany w realiach bretońskiego klubu trener będzie umiał ze swoich graczy wykrzesać wszystko, co najlepsze, przy okazji poskramiając temperament Marcusa Thurama. Poza tym zarząd jest w o tyle komfortowej (jeżeli można w tym wypadku mówić o jakimkolwiek komforcie) sytuacji, że ma szansę poprawić skład personalny drużyny w nadchodzącym zimowym okienku. Jeżeli weźmie przykład z AS Saint-Étienne z poprzedniej zimy, które dzięki bardzo rozsądnym wzmocnieniom z drużyny dołu tabeli wskoczyło do czołówki ligi (od zamknięcia zimowego okienka tylko ekipy AS Monaco i PSG zgromadziły więcej punktów od Zielonych), to iskierka nadziei na pozytywny finał jeszcze będzie miała szansę przez jakiś czas się tlić.

Błażej Jachimski
(@blazejjachimski)