Dramat AS Monaco w trzech aktach

Rzadko o drużynie ze strefy spadkowej pisze się tak dużo, jak o AS Monaco, ale i sytuacja jest niecodzienna. Wicemistrz Francji, który teoretycznie miał wszystko, aby na niemal równych warunkach rywalizować z PSG o prymat w lidze, w wyniku m.in. złych decyzji personalnych jest pogrążony w kryzysie. Zamiast marzeń o szczycie, musi odnaleźć się w walce o utrzymanie.


Im bliżej przyjrzeć zakulisowym sprawom w klubie, tym mniej dziwi obecna sytuacja drużyny. Właścicielem Monaco od 2011 roku jest rosyjski miliarder Dmitrij Rybołowlew. Dzięki niemu, a dokładniej jego pieniądzom, ASM najpierw wróciło do Ligue 1, a potem stało się czołową marką piłkarską we Francji. Jednak w kolejnych latach na jaw wyszły kontrowersje związane z Rybołowlewem:
– w 2014 roku, gdy sąd orzekł, że w wyniku rozwodu Rosjanin ma wypłacić byłej żonie 3,5 miliarda euro, Rybołowlew za pośrednictwem szwajcarskiego biznesmena i handlarza dziełami sztuki Yvesa Bouviera miał szukać haków na sędziów, którzy mogli rozpatrywać jego odwołanie od werdyktu w sprawie rozwodu – ostatecznie kwotę zmniejszono do 500 milionów euro,
– we wrześniu 2017 roku „Le Monde” opisało proceder budowania przez Rosjanina sieci wpływów wśród najważniejszych postaci w księstwie; w wyniku tej afery minister sprawiedliwości Philippe Narmino podał się do dymisji – polityk spotykał się w prywatnej posiadłości Rybołowlewa, gdzie przyjmował od oligarchy drogie prezenty,
– w listopadzie ubiegłego roku w wyniku wyżej wymienionej sprawy, którą nieoficjalnie nazwano „Monaco Gate”, Dimitrij Rybołowlew, został zatrzymany przez monakijską policję, a jego luksusowy apartament w kompleksie Belle Epoque został przeszukany,
– kontrowersje dotyczące Rosjanina nie rozpoczęły się wraz z przejęciem Monaco. Jego pierwsze, udokumentowane, zatargi z prawem sięgają 1996 roku, gdy został oskarżony o udział w morderstwie swojego partnera biznesowego Jewgienija Pantelejmonowa. W więzieniu spędził 11 miesięcy, ale ostatecznie z braku dowodów został oczyszczony z zarzutu.
Nie dziwi, że sytuacją wokół Rosjanina zainteresował się książę Albert, który jest mniejszościowym udziałowcem klubu (posiada 33,33% akcji). „Wojna” między Rosjanami (Rybołowlew i prezes Wadim Wasiljew) a pałacem istnieje, ale jak na razie są to kuluarowe przepychanki i odejście biznesmena z AS Monaco jest wątpliwe Jednak ostanie decyzje, jak choćby mianowanie na stanowisko doradcy ds. transferów 26-letniego syna księżnej Stephanie, Louisa Ducrueta, pokazują, że właściciel odczuwa naciski ze strony Alberta i idzie z nim na kompromis, aby utrzymać władzę.

Akt pierwszy – letnie mercato

Przechodząc do clou, czyli aspektu sportowego AS Monaco trzeba zacząć od letniego okienka transferowego, które było pokazem nieporadności i błędów w filozofii obranej przez władze i trenera. Choć zespół z Księstwa dość zasłużenie pretendował do miana wielkiego klubu, oczywiste wydawało się, że nie będzie w stanie utrzymać największych gwiazd. Odejście ważnych zawodników, jak choćby Thomas Lemar czy Fabinho, wiązało się z wymogiem zbudowania od podstaw drużyny na nowy sezon. Łącznie latem AS Monaco otrzymało za swoich zawodników przeszło 300 milionów euro (wliczając transfer Kyliana Mbappé do PSG), co daje ogromne możliwości w próbie sprowadzenia wartościowych zmienników. Patrząc na zawodników przychodzących do ASM, można zakładać, że historia nowej gwiazdy francuskiej piłki, czyli Kyliana Mbappe zaślepiła osoby decyzyjne w klubie. Uwierzono w potęgę klubowego szkolenia i złoty dotyk Leonardo Jardima. Do pierwszego składu włączono kilku wychowanków klubu, ale równocześnie skupiono się na transferach młodych, perspektywicznych piłkarzy. Średnia wieku nowych graczy wyniosła zaledwie 21 lat, co jeszcze bardziej odmłodziło i tak niedoświadczony zespół.
Z perspektywy czasu łatwo oceniać, ale i tak stopień, w jakim AS Monaco nie trafiło z transferami, jest wręcz niespotykany:
Ronael Pierre-Gabriel – dwudziestoletni prawy obrońca sprowadzony za sześć milionów euro – cztery mecze, bez dalszych szans na regularną grę.
Samuel Grandsir – 22-letni prawy pomocnik sprowadzony za trzy miliony, który w zimowym okienku bez żalu został wypożyczony do Strasbourga.
Pele – 27-letni defensywny pomocnik sprowadzony za 10 milionów. Po zaledwie ośmiu meczach oddany zimą do Nottingham Forest.
Antonio Barreca – 23-letni lewy obrońca sprowadzony za 10 milionów. Na początku sezonu dostawał swoje szanse, ale po siedmiu występach, bardzo słabych nawet na tle reszty bloku defensywnego, został wypożyczony do Newcastle United.
Nacer Chadli –skrzydłowy, który po bardzo udanym mundialu z reprezentacją Belgii został kupiony przez Monaco za 12 milionów. Aktualnie kontuzjowany, ale gdy był zdolny do gry, nie pokazywał nic, za co można by go chwalić. Bez gola i asysty.
Jean-Eudes Aholou – defensywny pomocnik sprowadzony za 14 milinów euro. Casus Chadliego – dziewięć występów, żaden nie był wart odnotowania – od początku listopada kontuzjowany.
Willem Geubbels – zaskakującym ruchem Monaco było wyłożenie za 17-letniego skrzydłowego z rezerw Lyonu 20 milionów euro. Mimo młodego wieku na początku sezonu dostał dwie szanse na zaprezentowanie swoich umiejętności, ale od końca sierpnia jest niedysponowany z powodu licznych kontuzji.
Benjamin Henrichs – kolejny młody (21-letni) obrońca, który miał odmienić defensywę Monaco. W przeciwieństwie do powyższych zawodników wydanie na Henrichsa 20 milionów w pewnym stopniu się opłaciło. Na równych prawach rywalizuje z Sidibe o pierwszą „11”, ale niewiele poza tym.
Aleksandr Gołowin – zakup 22-letniego pomocnika za 30 milionów euro jawił się jako genialne posunięcie transferowe, kolejne na koncie Monaco. Kontuzja na trzecim treningu w klubie i dołączenie do zespołu dopiero pod koniec września utrudniły mu wejście w sezon, ale i tak rzeczywistość francuskiej ekstraklasy spektakularnie go doświadczyła. Był cieniem zawodnika z mundialu, który zamiast kreować akcję, ciągnął klub z Księstwa w otchłań ligowej tabeli. Ostatnie mecze dają zalążek nadziei na odzyskanie tego piłkarza, ale aby zatrzeć złe wrażenie, musi pokazać znacznie więcej niż kilka przebłysków.
Podsumowując, dziewięciu zawodników sprowadzanych przez Monaco latem za łączną kwotę 115 milionów euro w 89 występach zdobyło dwie bramki i zanotowało siedem asyst. Aż trudno uwierzyć, że powyższy wykaz nie jest zestawieniem najgorszych transferów całej ligi, a jednego klubu. Choć z pozoru może to brzmieć nieco absurdalnie, ale pierwsze oznaki kryzysu zawodników z Księstwa można było dostrzec w meczu z… Wisłą Kraków. W ramach okolicznościowego Pucharu im. Henryka Reymana polska drużyna po serii rzutów karnych pokonała monakijski klub, a warto dodać, że goście nie przybyli do Polski grać rezerwami (Jemerson, Benaglio, Rony Lopes, czy też młodzi-zdolni Geubbels, Grandsir).
Było dużo niepewności w tym, jak Monaco rozpocznie sezon, ale nikt nie spodziewał się, że będzie aż tak źle. W otwierającym sezon meczu z Nantes udało się wygrać, ale na kolejne zwycięstwo drużyna Kamila Glika musiała czekać przeszło trzy miesiące, a w międzyczasie zwolniono Leonardo Jardima. Trenerowi, który zdobył mistrzostwo i wicemistrzostwo kraju, doszedł do półfinału Ligi Mistrzów, nie dano szansy na odbudowę zespołu, stawiając w momencie gigantycznego kryzysu na zadufanego w sobie żółtodzioba z wielkim nazwiskiem – Thierry’ego Henry’ego. To nie mogło się udać.

Akt drugi – ekspert telewizyjny

Bycie błyskotliwym ekspertem w telewizji może dawać złudne wrażenie, że równie dobrze potrafiłoby się poprowadzić drużynę, ale tak nie jest, o czym nie tak dawno przekonał się choćby Gary Neville. Drogę od eksperta do trenera wybrał też Thierry Henry i jak czas pokazał, zaliczył nie mniejszą klapę.
Nim jednak Henry dołączył do ASM, otrzymał m.in. ofertę pracy w Bordeaux. Trwające przeszło tydzień negocjacje zakończyły się fiaskiem, gdyż żądania Francuza odnośnie transferów do klubu przerosły możliwości Żyrondystów. Niczego nie można być w tej sprawie pewnym, ale wydaje się, że w stolicy Akwitanii Henry miałby łatwiejszy, bardziej harmonijny start trenerskiej kariery. Na przeszkodzie jednak stanęło ego, które miało ogromny wpływ na niepowodzenie jego pracy w Monaco.
Nim zacznie się wytykanie błędów Henry’ego, trzeba przyznać, że trafił do klubu w wyjątkowo trudnym momencie. Zespół od przeszło dwóch miesięcy na żadnym polu nie potrafił odnieść zwycięstwa. Wielu podstawowych piłkarzy, jak choćby Rony Lopes, było kontuzjowanych, a i atmosfera wokół drużyny (patrz wyżej) była nieciekawa. Problemem od dawna jest brak presji ze strony kibiców – tych na stadion przychodzi tak naprawdę garstka. W niedawnym wywiadzie dla „Przeglądu Sportowego” legenda klubu Jean-Luc Ettori zaznaczał:
– Z własnego doświadczenia wiem, że tam przyjemnie się żyje. To nie Marsylia czy St. Etienne, gdzie fani w razie niepowodzeń demonstrują niezadowolenie. W Monaco nikt piłkarzom nie zniszczy samochodów. To dobrze, ale brak presji dla zawodników jest usypiający.
Rozpoczynanie pracy od skonfliktowania się ze starszyzną drużyny to kiepski plan ratunkowy. Jak podawały francuskie media, Henry w jednej z pierwszych rozmów z drużyną zastraszył liderów – Kamila Glika, Radamela Falcao, Jemersona i Andreę Raggiego, mówiąc, że ich pozycja w szatni nie sprawia, że są oni nietykalni i w każdej chwili mogą stracić miejsce w drużynie. Szczególnie widoczny miał być jego konflikt z Kolumbijczykiem, któremu mówił, w jaki sposób dowodzić drużyną na boisku, co na tyle nie spodobało się kapitanowi, że poskarżył się córce Wadima Wasiliewa.
Po czasie nawet tak małe, z pozoru śmieszne i błahe incydenty pokazują, jak ciężko z Henrym mieli zawodnicy w szatni. Z jednej strony próba wychowania młodego stopera, z drugiej zaś jawne upokorzenie:

Zdecydowanie poważniejsze zdarzenie, pokazujące stopień sfrustrowania Henry’ego, miało miejsce w trakcie spotkania ze Strasbourgiem – jak się później okazało ostatnim w roli trenera. Zirytowany przedłużaniem gry przez Kenny’ego Lalę krzyknął do niego: „– Ty skur..synu!”. Na pomeczowej konferencji przeprosił za swoje zachowanie, choć i tak za ten incydent został mocno skrytykowany przez francuskie media. Dziennikarze atakowali francuskiego szkoleniowca za nieumiejętność panowania nad emocjami i brak pomysłu na funkcjonowanie drużyny. Co do tego drugiego nie ma wątpliwości, bo nawet na papierze próby zrobienia z Almamy Toure stopera, a z Aleksandra Gołowina środkowego napastnika były po prostu absurdalne.
Jeszcze pod koniec swojej kadencji, świadom braków kadrowych zaczął na wielką skalę ściągać nowych piłkarzy. Drużynie potrzebne było doświadczenie, które teoretycznie mieli zagwarantować tacy zawodnicy jak Naldo, Adrien Silva, William Vainqueur czy Cesc Fabregas. Ten ostatni był osobistym projektem Henry’ego, któremu sprzeciwiały się władze klubu z Księstwa. Hiszpan pod wodzą swojego byłego kolegi z Arsenalu zagrał zaledwie dwa razy, po czym gruchnęła zaskakująca wieść o…

Akt trzeci – powrót króla

… ponownym zatrudnieniu Leonardo Jardima. Thierry Henry swoją przygodę z Monaco zakończył po zaledwie trzech miesiącach, skonfliktowany z piłkarzami, władzami klubu i chyba z samym sobą. Bilans 11 porażek w 20 spotkaniach jeszcze przez długi czas będzie się za nim ciągnął.
Zwolnienie Leonardo Jardima i zatrudnienie Henry’ego było kolejnym z wielu błędów duetu Wadim Wasiljew – Michael Emenalo (dyrektor sportowy). Jak podaje France Football, ten drugi wraz z powrotem Portugalczyka do Monaco stracił swoją pracę, a jego obowiązki do czasu sprowadzenia zastępcy będzie pełnił rosyjski prezes. Co ciekawe, władze klubu chcą przywrócić na to stanowisko Luisa Camposa (pracował w Monaco od 2014 do 2016 roku), ale aktualnie jest on dyrektorem sportowym w Lille, w tej chwili drugiego zespołu w tabeli, co może utrudnić negocjacje.
Iście ekstraklasowy scenariusz kosztował Monaco kilkanaście milionów euro (odprawy dla Jardima i Henry’ego), ale co ważniejsze nie przyniósł żadnych pozytywnych rezultatów w tabeli. Koniec okna transferowego nie był najlepszym momentem na zmiany trenera, ale wyboru nie było i portugalski szkoleniowiec musiał na szybko poszukać odpowiednich wzmocnień. Postawiono na wzmocnienia w ofensywie, czego efektem było sprowadzenie Carlosa Viniciusa, Georgesa-Kevina N’Koudou i Gelsona Matinsa.
Po dość burzliwym okresie pod wodzą Thierry’ego Henry’ego przyjście Leonardo Jardima miało uspokoić i unormować sytuację w drużynie. Doświadczeni zawodnicy znów pracują ze szkoleniowcem, którego dobrze znają i w równym stopniu szanują, a młodzi mają pewność, że nie będą publicznie upokarzani i naprostowywani przez trenera. Debiut nowego-starego coacha przypadł na półfinałowe spotkanie Pucharu Ligi z Guingamp. Już w pierwszych minutach Vainqueur, który teoretycznie miał wprowadzić do drużyny doświadczenie, otrzymał czerwoną kartkę, ale mimo to po chwili po dwóch asystach Gelsona Martinsa bramki zdobyli Rony Lopes i Aleksandr Gołowin (pierwsza w sezonie). W drugiej połowie osłabione Monaco straciło na siłach i Guingamp wyrównało, a po karnych ostatecznie wygrało, ale szczególnie pierwsza połowa pokazała, że coś w drużynie drgnęło. Do podobnych wniosków można dojść po pierwszym ligowym spotkaniu Portugalczyka. Wygrana z Toulouse, kolejna bramka Gołowina i asysta Martinsa, gol strzelony przez Fabregasa i w miarę poukładana gra w defensywie spowodowała, że Monaco jest o krok od wyjścia ze strefy spadkowej.
Udany początek Jardima i wartościowe wzmocnienia dają nadzieję, że nie będziemy świadkami jednego z największych upadków w europejskiej piłce. W całym tym zamieszaniu cierpi również Kamil Glik, który od dłuższego czasu nie może odnaleźć formy z lat minionych. Miejmy nadzieję, że wraz z powrotem AS Monaco na właściwe tory nasz reprezentant ponownie stanie się ostoją drużyny, co przełoży się na jego pewną grę w kadrze narodowej.
Tekst opublikowany 8 lutego na Transfery.info