PSG: Déjà-vu!

Od słynnej Remontady w Barcelonie minęły właśnie dwa lata. Na oczach całego świata demony przeszłości znów nawiedziły piłkarzy ze stolicy Francji. W nadzwyczajnych okolicznościach, kolejny raz wypuścili awans z rąk. Trzeci sezon z rzędu PSG kończy więc przygodę z Ligą Mistrzów już w marcu, nie potrafiąc zakwalifikować się do ćwierćfinału prestiżowych rozgrywek. Dwadzieścia cztery miesiące po koszmarze z Camp Nou, Paris Saint-Germain nadal znajduje się w tym samym miejscu.

Mimo kolosalnych inwestycji w ostatnich latach, wielki futbol pozostaje poza zasięgiem PSG. Od kilku sezonów zamiast triumfu w Lidze Mistrzów, klub ze stolicy Francji dość niechlubnie zapisuje się na kartach historii. Nikt przed nim nie odpadł z rozgrywek wygrywając pierwszy mecz 4:0, nikt też nie odpadł zwyciężając w pierwszym meczu 2:0 na wyjeździe. Tym samym zamiast blasku i chwały triumfatorów, bilans z ostatnich lat przykleił PSG łatkę wiecznych przegranych. Obraz rozpaczy miały zmienić gwiazdorskie transfery Neymara i Mbappé za ponad 400 mln euro oraz sprowadzenie Thomasa Tuchela na trenerską ławkę. Wszystko wydawało się zmierzać w odpowiednim kierunku, jak sugerował korzystny dla Francuzów wynik pierwszego meczu na Old Trafford. Rzeczywistość znów jednak brutalnie zweryfikowała zbyt wysokie ambicje szejków. Podobnie jak dwa lata temu w Katalonii, tym razem przed własną publicznością, paryżanie znów doznali piłkarskiego upokorzenia. PSG zabrakło w gronie ośmiu najlepszych klubów w Europie. Katem paryżan okazała się być jedenastka Ole Gunnara Solskjaera, która przyjechała przecież do stolicy Francji bez sporej grupy kluczowych zawodników na czele z Paulem Pogbą. Zawieszony francuski pomocnik oglądał mecz z wysokości trybun Parc des Princes. Kilka sektorów obok blamaż gospodarzy obserwował Emir Kataru – właściciel mistrzów Francji od ponad ośmiu lat. Tamim ben Hamad Al Thani nie jest stałym bywalcem Parku Książąt, a jego cierpliwość kolejny raz została wystawiona na próbę.

Ekonomia, głupcze!

Marzenia nie liczą lat ani pieniędzy. Od 2011 roku katarscy właściciele wydali blisko miliard euro na transfery topowych piłkarzy. Problemem nie wydaje się jednak rozrzutność działaczy, lecz brak strategicznej wizji sportowego rozwoju klubu. Demonstracja finansowej siły jest, jak się ponownie okazuje, strategią krótkowzroczną, a nie długofalową przemyślaną wizją rozwoju. Jeśli podsumować rozwój PSG w ostatnich latach, to jedyne pozytywne słowa skierować należy do działu marketingu. Pomimo braku sportowych sukcesów na szczeblu europejskim, klub z Parc des Princes zdołał zbudować solidną markę poza granicami Francji. Narzędziem promocji są liczne kolaboracje ze znanymi markami, które nie do końca kojarzone są ze światem piłki nożnej – jak Jordan czy japońskie Bape. Popularny Jumpman znalazł się nawet na koszulkach zawodników podczas meczów tegorocznej Ligi Mistrzów. Stroje PSG to pierwsza kolekcja stworzona przez markę Jordan Brand we współpracy z klubem piłkarskim. Wynik? Po raz pierwszy w historii klubu w tym sezonie sprzedaże koszulek przekroczą barierę miliona egzemplarzy – czyli o 25% więcej niż rok temu.

Poza tym klub ze stolicy Francji otworzył również swoje biura i butiki w największych światowych metropoliach – m.in. Szanghaju, Tokio, Nowym Jorku i Singapurze. Ukoronowaniem rozwoju marki jest podpisana kilka tygodni temu umowa z nowym partnerem strategicznym. Po trzynastu sezonach na koszulkach PSG pojawi się niebawem nowy sponsor. Od sezonu 2019/20 będzie nim działająca w branży hotelowej firma Accor, a nowy deal ma zapewnić paryżanom dochód w granicach 60 mln euro na sezon – niemal o 40 mln euro więcej niż obecnie. Ta umowa ma być odpowiedzią na problemy związane z finansowym fair-play, jednak już pojawiają się wokół niej kontrowersje. Prezesem Accor jest Sébastien Bazin, a więc były sternik Paris Saint-Germain w latach 2009-2011. To właśnie 57-letni dziś Francuz, dobry znajomy Nicolasa Sarkozy’ego, sprzedawał klub Katarczykom osiem lat temu. Jakby tego było mało, dziesięć procent udziałów grupy Accor należy do funduszu Qatar Investment Authority…, a więc de facto do właściciela PSG. Co więcej, od kilku miesięcy w radzie nadzorczej giganta z branży hotelarskiej zasiada nie kto inny jak Nicolas Sarkozy. Nic nie jest dziełem przypadku, zwłaszcza gdy w grę wchodzi konkurencyjność ukochanego klubu byłego Prezydenta Republiki Francuskiej.

Nowy kontrakt sponsorski może jednak nie wystarczyć, by oddalić widmo problemów z UEFA i zasadami Financial Fair-Play. Planem minimum na ten sezon był ćwierćfinał Ligi Mistrzów, a więc w klubowym budżecie do końca sezonu trzeba będzie znaleźć dodatkowe 10 mln euro. We wrześniu ubiegłego roku komisja ds. kontroli Finansowego Fair Play wznowiła dochodzenie w sprawie niezgodności działań Paris Saint-Germain. Według obowiązujących zasad klub nie powinien wydawać więcej pieniędzy niż jest w stanie wygenerować poprzez własną działalność. Zacięte boje z europejską federacją trwają już niemal półtora roku, czyli od czasu przeprowadzenia transferów Neymara i Kyliana Mbappé. Kolosalne wydatki przyciągnęły uwagę organów nadzoru UEFA, które wszczęły wówczas śledztwo. W tej sprawie nie chodzi jednak tylko o wydane pieniądze, lecz głównie o sztuczne pompowanie kontraktów sponsorskich. Rozbieżności dotyczą umowy, która wiąże PSG z Organizacją Turystyczną Kataru do czerwca tego roku. Zdaniem UEFA pieniądze wypłacane z tytułu reklamy były celowo zawyżone, by klub spełniał warunki FFP. W Lozannie postanowiono, że umowa powinna być warta o połowę mniej niż jest rzeczywiście w rozliczeniu, a klub musi teraz zniwelować różnicę. Najpoważniejszą karą, jaka może dotknąć paryżan jest wycofanie z europejskich pucharów w następnych rozgrywkach. Taki scenariusz byłby katastrofą dla paryskich działaczy i oznaczałby exodus największych gwiazd. Możliwy jest również czasowy zakaz transferowy, co w tym przypadku także stanowiłoby niemałą przeszkodę w sportowym rozwoju projektu pod szyldem Paris Saint-Germain.

Jesienią paryżanie zdecydowali się skierować sprawę do Trybunału Arbitrażowego ds. Sportu. Jeśli jego wyrok okaże się niepomyślny, działacze PSG mogą być zmuszeni znaleźć blisko 150 mln euro do końca czerwca – tak przynajmniej donoszą media znad Sekwany. W innym przypadku klub znajdzie się pod ostrzałem ze strony UEFA. Co to może oznaczać w najbliższych miesiącach? By domknąć budżet i oddalić widmo sankcji ze strony UEFA, PSG będzie zobligowane do sprzedaży. Mimo wszystko taki scenariusz wydaje się być mało prawdopodobny. Jesienią w niemal identycznej sprawie CAS wydał werdykt na korzyść Galatasaray, które również spierało się z UEFA w ramach Finansowego Fair Play. Nie oznacza to jednak, iż latem z klubem nie pożegna się Kylian Mbappé lub Neymar…

Sportowy plan?

Po porażce z Czerwonymi Diabłami w Paryżu ruszyła karuzela spekulacji i doniesień. Czwarty rok z rzędu, w miejsce sportowych wątków znów pojawiają się tematy wpływów i zakulisowych zagrywek transferowych. Jeszcze przed rewanżem z Manchesterem United Brazylijczyk udzielił wywiadu dla dziennikarzy stacji Globo. – Czy chciałbym grać dla Realu? To jeden z największych klubów na świecie. Każdy piłkarz łączony z Realem byłby zainteresowany grą w tym klubie. Tak czy inaczej, nie mówię o grze dla Królewskich. Jestem dzisiaj szczęśliwy w Paryżu i czuję się tutaj bardzo dobrze. Nikt jednak nie wie co stanie się w przyszłości. – stwierdził Neymar. Ten wywiad z pewnością nie spowoduje, że plotki na temat jego transferu ucichną. W najbliższych miesiącach 27-latek znów znajdzie się w centrum uwagi piłkarskiego środowiska. Pod dużym znakiem zapytania stanęła także przyszłość Antero Hernique – Portugalczyk od niemal dwóch lat pełni funkcję dyrektora sportowego. Latem 2017 roku to właśnie były działacz FC Porto umożliwił w znacznym stopniu powodzenie transferu Neymara za rekordową sumę 222 mln euro.

Od tego czasu jednak wiele się zmieniło i Portugalczyk nie ma już tak silnej pozycji w klubie. Jego wpływy znacząco zmalały, a otwarty konflikt z Thomasem Tuchelem negatywnie odbija się na sportowej strategii PSG. Przez ostatnie dwa okna transferowe klub ze stolicy Francji nie był w stanie znaleźć rozwiązania na problemy w drugiej linii. Tuchel niemal od grudnia publicznie domagał się wzmocnienia środka pola. Brak drugiego obok Verrattiego klasowego defensywnego pomocnika był zdaniem Niemca piętą Achillesa drużyny. Co więcej, Henrique zdecydował o odsunięciu Adriena Rabiota od gry, gdy ten po raz kolejny odmówił przedłużenia umowy z PSG. Ostatecznie pod koniec stycznia niemiecki trener doczekał się przepłaconego i nie do końca pasującego do oczekiwań Leo Paredesa z Zenitu Sankt Petersburg. Brak jednolitej wizji rozwoju zespołu oraz wewnętrzne konflikty od lat stanowią w stolicy Francji główny problem.

Katarczycy muszą zrozumieć, iż w tym aspekcie potrzebny jest spokój i rozważne planowanie przyszłości, a stabilizacji akurat w Paryżu brakuje najbardziej. Od dobrych kilku lat sednem problemów PSG jest osoba dyrektora sportowego. Olivier Létang, Patrick Kluivert, Antero Henrique – żaden z nich nie zyskał nad Sekwaną pozycji absolutnej, niepodważalnej. Na papierze Portugalczyk wydawał się świetnym wyborem, jednak ostatnie dwa okienka pod jego wodzą to niemal pasmo porażek. PSG ma kłopoty, odkąd sześć lat temu z klubem pożegnał się Leonardo. Od tamtej pory sportowe zarządzanie klubem to jedna wielka prowizorka. Najlepszy przykład? Decyzja wyboru Tuchela na stanowisko trenera zapadła nie w Paryżu, a w Doszy – w bezpośrednim otoczeniu Emira Kataru. To jego doradcy ostatecznie pociągają za sznurki przy kluczowych decyzjach, nie Nasser Al-Khelaifi czy Antero Henrique.

Latem paryżanie znów znajdą się w punkcie zwrotnym budowanego od lat projektu wielkiego PSG. Podobnie było w 2016 roku, gdy z klubem żegnali się Laurent Blanc i Zlatan Ibrahimović. Tak było również dwa lata temu, tuż po słynnej remontadzie w Barcelonie. Czwarty sezon z rzędu paryski klub spróbuje wydostać się ze stagnacji, w którą popadł w ostatnich latach. Trzęsienie ziemi jest mało prawdopodobne, jednak konkretne zmiany są konieczne. Obecnie pewne jest tylko to, iż Thomas Tuchel zasiądzie na trenerskiej ławce PSG w nadchodzących rozgrywkach.

Jordan Berndt
(@JordanBerndt)