Polacy w Ligue 1 cz. II: 1990-2005

Czasy PRL nie sprzyjały rozwojowi karier sportowców poza granicami Polski, dlatego w większości przypadków swój najlepszy okres piłkarze spędzali w Polsce. Spora część medalistów mistrzostw świata i igrzysk olimpijskich jako kierunek na kontynuowanie przygody z piłką obrała Francję. Czy się sprawdzili? Czy potrafili być wiodącymi postaciami w swoich zespołach? Jak potoczyła się ich dalsza historia?

Zapraszamy na drugą część zestawienia Polaków występujących w Ligue 1 w latach 1990-2005. Pierwszą część można znaleźć tutaj.

Ryszard Tarasiewicz (AS Nancy 1990-92, 54/15)

Maradona Wschodu, Taramax – takich przydomków dorobił się Ryszard Tarasiewicz zaledwie po jednym sezonie spędzonym w szwajcarskim Neuchâtel Xamax FC. Przez 17 lat gry w Śląsku Wrocław wypracował wielką renomę – niezwykły technik, obdarzony atomowym uderzeniem z lewej nogi, jeden z najlepszych wykonawców stałych fragmentów gry w Polsce. Ze Śląskiem nigdy nie zdobył mistrzostwa Polski. Może się pochwalić jedynie pucharem krajowym, ale nie przeszkodziło mu to w zostaniu legendą klubu. Ponad 200 występów w I lidze i 56 bramek wystarczyło, aby na stałe dołączyć do panteonu obok takich zawodników jak Tadeusz Pawłowski czy Janusz Sybis.

W 1989 roku przeniósł się do Szwajcarii. Nie potrzebował czasu na aklimatyzację. Pięć goli i pięć asyst w pierwszych pięciu spotkaniach przysporzyło szumu wokół nowego pomocnika Neuchâtel. Do końca rozgrywek zdobył jeszcze sześć bramek, ale to nie wystarczyło do zdobycia tytułu mistrzowskiego (3. miejsce w lidze). Po udanym sezonie trafił do powracającego do Divison 1 AS Nancy. W duecie z byłym zawodnikiem Juventusu Saszą Zaworowem stworzył jedną z najgroźniejszych par pomocników w lidze. Sezon zakończył z dziesięcioma trafieniami (najlepszy strzelec drużyny, 3. obcokrajowiec ligi), ale nie odbiło się to na wynikach Nancy, które kończyło rozgrywki na 17. pozycji. Kolejny rok okazał się ostatnim w poważnej karierze Tarasiewicza – poważna kontuzja wyeliminowała pomocnika z części sezonu, a Nancy spadło z ligi, zajmując ostatnią pozycję. Podpisał kontrakt z RC Lens, ale kolejny uraz uniemożliwił mu choćby zadebiutowanie w nowej drużynie. Karierę kończył w 1997 roku w norweskim Sarpsborgu. Od 2004 roku pracuje jako trener w polskich klubach. Największy sukces osiągnął z Zawiszą Bydgoszcz, z którym zdobył w 2014 roku Puchar Polski.

Zbigniew Kaczmarek (AJ Auxerre 1990-1992, 54/0)

Przyszły kapitan Legii do Warszawy trafił w 1982 roku, jako 20-latek, ze Stoczniowca Gdańsk. Ze stołeczną drużyną związał się na osiem lat. Ostatnie dwa lata pobytu w Warszawie zaowocowały dwoma pucharami krajowymi i superpucharem. Gdy Kaczmarek skończył 28 lat, obrońcą zainteresował się pierwszoligowiec z Francji.

– Auxerre szukało środkowego obrońcy, bowiem do zmiany klubu przymierzany był dotychczasowy stoper, Basile Boli. Na każdy mecz Legii wiosną 1990 roku wysyłany był scout Auxerre, a w spotkaniu z reprezentacją Jugosławii oglądał mnie sam trener, Guy Roux. (źródło: Legia.net).

Polak zrobił na tyle dobre wrażenie, że Auxerre postanowili ściągnąć go do Division 1. Przez dwa lata Kaczmarek miał niepodważalne miejsce w pierwszym składzie, a Auxerre kończyło sezony na trzecim i czwartym miejscu. Następne dwa lata spędził w drugoligowym EA Guingamp, z którym bezowocnie walczył o awans do pierwszej ligi. W wieku 31 lat zszedł o kolejny poziom i zasilił korsykańskie AC Ajaccio, gdzie występował przez następne trzy lata. W 1997 roku wrócił do Polski i przez półtora sezonu bronił barw Lechii/Polonii Gdańsk (w roku 1998 doszło do fuzji Polonii Gdańsk z Lechią Gdańsk). Po zakończeniu kariery był trenerem m.in Arki Gdynia, Stomilu Olsztyn i dwukrotnie Wigier Suwałki, z których został zwolniony we wrześniu 2015 roku. Aktualnie trener trzecioligowej Wdy Świecie.

Jacek Ziober (Montpellier HSC 1990-93, 94/18)

Wielokrotny reprezentant Polski, który pobił leciwy rekord transferowy (1 mln 810 tys. dolarów przechodząc do Montpellier) należący do Zbigniewa Bońka. Rodowity łodzianin rozpoczął swoją karierę na stadionie przy al. Unii Lubelskiej 2. Prócz ostatniego sezonu w barwach ŁKS-u, w którym strzelił dziewięć bramek i został uznany piłkarzem roku w plebiscycie Piłki Nożnej, Ziober nie pokonywał bramkarzy z dużą częstotliwością, ale miał talent do strzelania tych najważniejszych. Przechodził do Francji jako gwiazda i taką też funkcję miał pełnić w Montpellier. Za transferem stał ówczesny trener francuskiej ekipy Henryk Kasperczak. W pierwszym sezonie przez dwumiesięczną pauzę spowodowaną zerwaniem mięśnia łydki strzelił jedynie cztery gole, ale klub mimo jego problemów wywalczył awans do 1/4 finału Pucharu Zdobywców Pucharów, co do dziś jest najlepszym wynikiem MHSC na arenie międzynarodowej. W kolejnym roku zdobycz bramkowa Ziobera uległa podwojeniu, a Montpellier zdobyło puchar ligi. W sezonie 1993/94 Jacek Ziober tylko na jesieni występował we Francji, po czym przeniósł się do słonecznej Pampeluny. W Osasunie, podobnie jak w Montpellier, występował przez trzy sezony, ale tylko w pierwszym na najwyższym poziomie (10 bramek Ziobera nie uchroniło Osasuny przed spadkiem). Na rundę jesienną sezonu 96/97 wrócił do Polski bronić barw Amiki Wronki, po czym wyemigrował do USA, gdzie w 1998 roku zakończył. Przez cztery lata (2003-2007) prowadził reprezentację Polski w piłce plażowej, w której występował jego syn Witold, a następnie, bezowocnie, starał się zaistnieć w trawiastej piłce jako trener Górnika Łęczna.

Roman Szewczyk (FC Sochaux 1993-95, 58/2)

Jego karierę w polskiej lidze dobrze prezentuje poniższy filmik – siła x ramię (w tym przypadku noga) = moment (a dokładniej dwa momenty z 40 metrów).

Urodzony w Bytomiu Roman Szewczyk karierę rozpoczynał w Szombierkach, po czym na jeden sezon w 1989 roku przeniósł się do Śląska Wrocław. Następnie kontynuował grę w GKS-ie Katowice, skąd wypłynął na głębokie wody. W GieKSie w ciągu trzech lat gry zdobył dwa Puchary Polski (1991, 1993). Ostatni sezon spędzony w ojczyźnie był wyjątkowo udany dla samego zawodnika. Nominalny pomocnik w 27 meczach zdobył aż 10 bramek, czym przykuł uwagę zagranicznych klubów. Najkonkretniejsze okazało się FC Sochaux, gdzie Szewczyk trafił w 1993 roku. Wielkiej kariery we Francji nie zrobił – przez dwa sezony w Division 1 miał pewne miejsce w wyjściowym składzie, ale klub nie był pretendentem do tytułu, a jednym z kandydatów do spadku.  W pierwszym roku udało się utrzymać, zajmując 14. pozycję. Gorszy okazał się drugi sezon. Ostatnie miejsce i strata 15 punktów do bezpiecznej streft zakończyły karierę Polaka w pierwszej lidze. W wieku 31 lat przeniósł się do austriackiego SV Austria Salzburg, gdzie radził sobie znakomicie. Przez osiem lat gry był podstawowym zawodnikiem, w debiutanckim sezonie zdobył mistrzostwo kraju, a karierę kończył z ponad 200 występami w austriackiej Bundeslidze.

Piotr Świerczewski (Saint-Étienne 1993-95, 61/2 | SC Bastia 1995-99, 119/8, 1999-2001, 62/4 | Olympique Marsylia 2001-2003, 36/1)

W wieku 17 lat trafił do GKS-u Katowice, miejsce w wyjściowym składzie wywalczył po roku i nie oddał go przez kolejne trzy lata, do momentu wyjazdu. W trakcie kilkuletniego pobytu w GKS-ie Świerczewski zdobył dwa puchary krajowe i superpuchar. W międzyczasie wraz z reprezentacją olimpijską wywalczył srebrny medal w Hiszpanii, gdzie również był podstawowym zawodnikiem. Sukces z reprezentacją, dobre występy w klubie na arenie międzynarodowej i młody wiek szeroko otworzyły drzwi ku Zachodowi. Na pozyskanie uzdolnionego pomocnika skusiło się słynne AS Saint-Étienne. Świerczewski z miejsca stał się pierwszym wyborem Jacquesa Santiniego, a następnie Eliego Baupa. Dobre występy Polaka nie szły w parze z wynikami klubu. W pierwszym sezonie „Zieloni” zajęli 11. lokatę, a rok później uplasowali się na ostatnim bezpiecznym miejscu w Division 1. Po Świerczewskiego zgłosiła się Bastia. Na Korsyce występował niemal nieprzerwanie (roczny pobyt w Japonii, w Gambie Osaka) do 2001 roku. Temperament Polaka dawał o sobie znać: w sezonie potrafił łapać po kilkanaście kartek, a i takie „zagrania” się zdarzały.

Nie zmienia to faktu, że był we Francji ceniony. Z Bastią nie święcił wielkich triumfów; w większości sezonów drużyna plasowała się w środku tabeli. Największym sukcesem Świerczewskiego okazały się występy w europejskich pucharach, gdzie w 1997 roku wygrał Puchar Intertoto pokonując w finale szwedzki Halmstads 2:1. Zwieńczeniem kariery Polaka był transfer do Olympique Marsylia. Klub tkwił wówczas w marazmie i nie potrafił nawiązać do sukcesów z lat 90, ale jak sam zawodnik stwierdził:

Zainteresowanie ze strony Olympique Marsylia było wielkim zaszczytem. Piłkarze w Ligue 1 marzą o czymś, czego ja dokonałem. Kontrakt z Bastią kończył mi się po sezonie 2000/2001, byłem wtedy w pełni formy. Z reprezentacją byliśmy o krok od Mistrzostw Świata w Korei i Japonii. Nie mogłem wymarzyć sobie lepszego momentu na podpisanie kontraktu z nowym klubem.(źródło: rfbl.pl)

Twardy charakter i nieustępliwość docenili koledzy z drużyny, przekazując nowemu zawodnikowi opaskę kapitańską. Na Stade Velodrome Świerczewski spędził niespełna dwa lata, po czym bezowocnie próbował się przebić w angielskim Birmingham City. W 2003 roku wrócił do Polski. Przez kolejne siedem lat występował z mniejszym bądź większym powodzeniem w: Lechu Poznań (Puchar i Superpuchar Polski), Cracovii, Dyskoboli Grodzisk Wielkopolski (Puchar Polski i dwa puchary ligi), Koronie Kielce, Polonii Warszawa, ŁKS-ie Łódź i Zagłębiu Lubin. Karierę zakończył w 2010 roku. Próbował swoich sił jako trener, ale w każdym z klubów (Znicz Pruszków, ŁKS, Motor Lublin) szybko kończono z nim współpracę. W 2016 stracił posadę asystenta trenera w kadrze U-21 po incydencie na meczu charytatywnym w Dębicy, gdzie wdał się w bójkę z trenerem Poloneza Wiedeń.

Jacek Bąk (Olympique Lyon 1995-01, 114/4 | RC Lens 2001-05, 85/2)

Prócz Jacka Bąka i Macieja Rybusa było parę polskich nazwisk, które zapisały się w historii Les Gones. Przed laty w Lyonie grało kilku potomków polskich emigrantów: Henri Lewandowicz, Jean Palka, Didier Krawczyk. Jednak to wyłącznie zawodnicy o polsko brzmiących nazwiskach. Przed erą Bąka przez wiele lat jedynym polskim piłkarzem w dziejach OL był Jan Paluch (Jean Palluch), występujący tam w sezonie 1953/54.

Jacek Bąk, z pochodzenia lublinianin, pierwsze kroki stawiał w miejscowym Motorze, ale na głębokie wody wypłynął w barwach Lecha Poznań, z którym wygrał mistrzostwo Polski (1993). W tym samym roku debiutował w reprezentacji i o młodym obrońcy zrobiło się głośno. Kwota oscylująca w graniach 400 tys. dol. skusiła władze „Kolejorza” do sprzedaży młodej gwiazdy. Prócz drugiego sezonu, w którym Bąk wystąpił w 33 spotkaniach, jego kariery w OL nie można uznać za w pełni udaną. Liczne kontuzje przeszkodziły Polakowi w wywalczeniu na stałe miejsca w wyjściowym składzie. Dużo lepiej radził sobie w europejskich pucharach, gdzie udawało mu się pięknymi strzałami pokonywać bramkarzy Blackburn Rovers (klik) czy Interu Mediolan.

Do dość kuriozalnej sytuacji doszło w ostatnim roku pobytu Polaka na Stade Gerland. Po wielu burzliwych rozmowach Lyon wypożyczył swojego obrońcę do RC Lens, co spowodowało, że Bąk w jednym roku został zarówno mistrzem i wicemistrzem kraju, a ponadto w meczu decydującym o mistrzostwie strzelił bramkę dla Lens (3:1, dla OL). W Les Sang et Or występował przez kolejne trzy lata. Po wygaśnięciu kontraktu przeniósł się do Kataru (Al-Rajjan SC), a następnie od 2007 do 2010 roku występował w Austrii Wiedeń, gdzie zakończył karierę.

Michał Bojanowski