Ferland Mendy – kim jest nowy obrońca Królewskich?

Wbrew powszechnemu przekonaniu, to lewi obrońcy są najbardziej pożądanymi graczami zaraz po napastnikach, ponieważ bardzo trudno jest znaleźć tych klasowych. Mendy jest dobry zarówno w ofensywie, jak i defensywie, a to bardzo rzadka cecha. Właśnie tacy gracze – kreatywni w ataku i pewni w obronie są unikalni. Nie ma na rynku nikogo lepszego w jego wieku. To Kylian Mbappe lewej obrony – tak reklamował Ferlanda Mendy’ego jego agent, Yvan Le Mée, w rozmowie z France Football.

Trzeba wziąć poprawkę na marketingowe zabiegi agentów piłkarskich, jednak porównując jego słowa z rzeczywistym stanem rynku lewych obrońców, Le Mée wcale nie mija się z prawdą. Ferland Mendy w ostatnich latach zrobił ogromne postępy, pokonując po drodze wiele przeszkód.

Powrót do futbolu

Największą była choroba – zapalenie stawu biodrowego. W wieku 14 lat spędził kilka miesięcy w szpitalu, a następnie przez pół roku jeździł na wózku inwalidzkim. Lekarze nie wierzyli, że Ferland będzie w stanie grać w piłkę na profesjonalnym poziomie. Wiary brakowało też w PSG. Mendy spędził w stołecznym klubie prawie dekadę. Jego kolegą z drużyny był m.in. aktualny mistrz świata, Presnel Kimbembe. To w Paryżu Ferland po raz pierwszy zagrał na lewej obronie (wcześniej grał jako napastnik). Mimo tak długiego stażu w drużynie nie czuł jednak, że klubowi na nim zależy. Wspominał w Le Parisien:

„Na koniec sezonu nie wiedzieli co ze mną zrobić. Ja cały czas podnosiłem poziom. Stanęło na tym, że potrzebują trochę czasu na decyzję. Postanowiłem więc złożyć rezygnację i odszedłem”.

Spędził rok w czwartoligowym Mantois. Tyle wystarczyło, żeby zgłosił się po niego klub z wyższej klasy rozgrywkowej – Le Havre AC. To zespół znany z wychowywania zdolnych piłkarzy. Epizod w tej drużynie zaliczyli m.in.: Paul Pogba, Riyad Mahrez, Dimitri Payet, Lassana Diarra, Steve Mandanda czy Benjamin Mendy. Swój pierwszy mecz Ferland rozegrał w sezonie 2014/15, gdy ekipa Le Havre mierzyła się z Sochaux. Defensor zaliczył pełne 90 minut, a jego drużyna pokonała 1:0 gospodarzy, w których składzie byli Karl Toko Ekambi, Jérôme Roussillon czy Yohann Pelé. Chcąc zachować zdolnego piłkarza u siebie, szefowie Le Havre przedstawili mu kilka godzin po tym spotkaniu ofertę kontraktu. On ją odrzucił, twierdząc, że piłkarz jego pokroju zasługuje na lepszą propozycję.

Nie ma dymu bez Ferlanda

Igrał z ogniem, zresztą nie ostatni raz podczas pobytu w tym klubie. On i jego kolega z drużyny, Dylan Louiserre, zostali wyrzuceni z obozu przedsezonowego za uruchomienie alarmu przeciwpożarowego, który włączył się, ponieważ panowie postanowili umilić sobie odpoczynek po ciężkim treningu oparami z sziszy. Jakie były tego konsekwencje? Zapał Louiserre’a został ugaszony karnym wypożyczeniem do trzecioligowego Avranches. Mendy zaś, ze względu na brak alternatyw na lewej obronie… dostał szansę jako podstawowy zawodnik. Pierwszy sezon w roli startera przyniósł miejsce w najlepszej jedenastce Ligue 2. Wiele klubów paliło się do zatrudnienia bocznego obrońcy – w gronie tym było między innymi Atletico Madryt. On jednak postawił pozostać w kraju, decydując się na grę w Olympique’u Lyon.

Wydawało się, że Mendy wybrał dobre miejsce do dalszego rozwoju. Klub z krajowej czołówki, z wieloma ciekawymi zawodnikami. I który ma ogromne problemy właśnie na tej pozycji. W sezonie, w którym Ferland błyszczał w Ligue 2, o miejsce w podstawowym składzie Lyonu walczyli Jérémy Morel i Maciej Rybus. Polakowi nie ufał trener, Bruno Génésio, który wolał stawiać na Francuza (obecnie reprezentanta Madagaskaru). To zaś nie był popularny wybór wśród kibiców, ponieważ Morel – co najwyżej niezły w defensywie – był zupełnie bezużyteczny w ataku. Jean-Michel Aulas, prezes Lyonu, również widział problemy na tej pozycji. Pożegnano się więc z Rybusem, a Morel został przebranżowiony na środkowego obrońcę. Do klubu zaś dołączyła dwójka: Fernando Marçal i Ferland Mendy. Początkowo to doświadczony Brazylijczyk był pierwszym wyborem trenera, jednak od połowy sezonu pierwszy skład na stałe wywalczył Francuz. Od tego momentu jest kluczowym elementem jedenastki Lyonu. Błyskawicznie wyrobił sobie markę. W Lyonie spędził dwa sezony i choć nigdy wcześniej nie grał w najwyższej lidze, dwa razy był wybrany najlepszym lewym obrońcą Ligue 1. Dobre występy otworzyły mu drogę do reprezentacji narodowej, w której zadebiutował w listopadzie poprzedniego roku, w wygranym 1:0 meczu z Urugwajem.

Zarówno w ofensywie…

Chociaż Mendy był bezsprzecznie najlepszym lewym obrońcą w lidze, to w tym roku nie miał po prostu wielkiej konkurencji. W PSG przeciętny Kurzawa i awaryjnie ściągnięty z Bayernu Juan Bernat. W AS Monaco Fodé Ballo-Touré, który dopasował się poziomem do dramatycznego w tych rozgrywkach kolektywu. W Marsylii będący zdecydowanie pod formą Amavi. W Lille obiecujący Youssouf Koné, który jednak grał głównie w drugiej części sezonu. Tytuł dla najlepszego lewego obrońcy był więc formalnością, co jednak nie oznacza, że 24-latek na to wyróżnienie nie zasłużył.

To, co wyróżnia Mendy’ego, to równowaga pomiędzy poczynaniami ofensywnymi i defensywnymi. Nie jest obrońcą idealnym, jednak ma szereg zalet. Po pierwsze, jest dobry w grze jeden na jednego. Ze względu na szybkość i świetne przyspieszenie trudno mu uciec na właściwie każdym dystansie, a jego znakiem firmowym mogą być powroty podczas kontrataków rywala, w których jest w stanie dogonić i wytrącić z rytmu najlepszych sprinterów. Ponadto ze względu na dobrą grę prawą nogą jest również uważny podczas zejść zawodników z prawego skrzydła do środka, na lewą nogę – w przeciwieństwie do zawodników wybitnie lewonożnych, próbujących przeszkadzać rywalowi głównie swoją lepszą nogą. Ponadto jest dość silny, chociaż siła wynika u niego głównie z impetu – w statycznej walce bark w bark nie jest aż tak skuteczny, jednak kiedy trzeba zawodnika dogonić, wytrącić go z rytmu, spisuje się w tym rewelacyjnie. Największym mankamentem w grze obronnej Mendy’ego jest to, że zdarza mu się gubić krycie. Kiedy musi uniemożliwić dogranie skrzydłowemu, jest efektywny, jednak w trakcie dłuższej akcji kombinacyjnej rywala, w której wszyscy gracze z pola przeciwnika są na atakowanej połowie (styl Barcelony?), zdarza mu się błędnie ustawić lub rozkojarzyć.

Nowoczesny obrońca

Najlepsze cechy Mendy’ego można odnaleźć jednak po drugiej stronie boiska, kiedy piłkę ma jego drużyna. Francuz absolutnie nie boi się używać prawej nogi. Kryjący go rywale mają naprawdę spory problem, ponieważ potrafi dobiec z piłką do linii końcowej i dośrodkować, jednak naprawdę często decyduje się również na zwód i dogranie lub nawet strzał prawą nogą. Jego dośrodkowania nie są wyjątkowo dokładne: w tym elemencie zdecydowanie ustępuje swojemu koledze z reprezentacji dzierżącemu to samo nazwisko, Benjaminowi. Ferland nadrabia to jednak innym walorem – dryblingiem.

Ferland Mendy to jeden z najlepszych dryblerów wśród ligowych obrońców. Jego firmowym zagraniem nie jest jednak drybling blisko linii końcowej, a raczej bliżej linii środkowej, inicjujący ofensywę. Bardzo często Mendy dostaje piłkę od obrońcy/pomocnika na wysokości linii środkowej i pod pressingiem przeciwnika schodzi na prawą nogę, do środka boiska, zaczynając swój rajd pomiędzy zdezorientowaną defensywą przeciwnika. Dzięki temu zagraniu szyk obronny rywala bardziej skupia się w środku pola i dużo więcej miejsca dostaje skrzydłowy (na przykład Memphis Depay) lub obrońca z drugiej strony (przerzut do Leo Duboisa). Ferland jest niesamowicie przebojowy i swoją fantazją przynosił fanom OL sporo radości. Wadą może być to, że czasami za bardzo ufa słabszej nodze i nie unika przerzucania ciężaru gry w poprzek boiska, narażając się przy tym na możliwość przechwycenia piłki przez napastników rywala. Z kolei na plus trzeba zaliczyć mu jego wydolność – do samego końca meczu nie braknie mu paliwa na przeprowadzenie kluczowego rajdu lub spektakularnego powrotu za uwalniającym się przeciwnikiem.

Nowy etap

Ferland Mendy jest szykowany na następcę Marcelo, który w sezonie 2018/19 nie prezentował wybitnej formy. Jeżeli Brazylijczyk nie da rady odbudować się wystarczająco szybko, to Zidane prawdopodobnie nie będzie miał skrupułów i da szansę Francuzowi, który zapowiada się na gracza klasy światowej. W Lyonie nie wydawał się graczem kapryśnym, jednak trzeba pamiętać, jak szybko z piłkarza ustępującemu miejsca doświadczonemu Brazylijczykowi (déjà vu?) stał się niezastąpionym elementem pierwszej drużyny.

Przed sezonem wielu kibiców Lyonu typowało, że z klubem pożegnają się ważni zawodnicy. Fekir, Depay, Ndombele czy Aouar – to oni byli wymieniani zdecydowanie częściej w kontekście zainteresowania wielkich klubów. Niesamowity progres Mendy’ego wywindował go jednak do roli pierwszego transferu z Lyonu w tym okienku, a kwota ustępuje jedynie tej uzyskanej za Lacazette’a. A kto dwa lata temu mógł przypuszczać, że ten młokos, który nie zagrał w młodzieżowej reprezentacji Francji na żadnym szczeblu, przejdzie do prawdopodobnie największego klubu na świecie?

Błażej Jachimski
(@blazejjachimski)