William Saliba – odroczone zbawienie Arsenalu

18 lat + 193 centymetry wzrostu + 16 meczów w Ligue 1 + miano jednego z najzdolniejszych obrońców młodego pokolenia w Europie = 30 milionów euro, które Arsenal musiał wydać, aby pozyskać Williama Salibę. Ogromna kwota jak na zawodnika, który nie rozegrał nawet jednego pełnego sezonu w seniorskiej piłce.

Na ostatniej prostej wyścigu o podpis francuskiego cherubinka pozostało dwóch kandydatów: Tottenham i Arsenal. Dość niespodziewanie wyścig wygrali Kanonierzy, ale szybko sam zainteresowany wyjaśnił powody takiej decyzji:

„Rozmawiałem z Matteo Guendouzim w Paryżu, gdzie przypadkiem udało mi się z nim spotkać. Powiedziałem mu wtedy, że Arsenal chce mnie pozyskać. Delikatnie zasugerował, abym przyjechał i wyjaśnił mi, jak tu jest”.

Tuż po zakontraktowaniu wypłynęły zdjęcia prezentujące Salibę w koszulce Arsenalu z wczesnej młodości i choć więcej może być w doborze koszulki przypadku niż zamiaru, Francuz potwierdził, że od zawsze kibicował nowej drużynie:

 „Historia, herb, to wszystko pomogło mi w podjęciu decyzji. Odkąd byłem mały, oglądałem Arsenal w Lidze Mistrzów, a dodatkowo jest tu wielu francuskich graczy”.

Kibice mogą być naprawdę podekscytowani nowym nabytkiem, ale mimo ogromnej potrzeby spowodowanej brakami w defensywie Saliba przez najbliższy rok będzie bronił barw AS Saint-Etienne.

Rok oczekiwań

Nim na dobre rozpoczęły się rozmowy na temat zakontraktowania Williama ASSE postawiło warunek – Saliba ma jeszcze przez rok występować w Ligue 1. Chcąc nie chcąc, Arsenal musiał to zaakceptować, ale w wywiadach po transferze młody obrońca stwierdził, że to także jego inicjatywa:

„To było ważne przede wszystkim dlatego, że chcę przez najbliższy rok w Saint-Etienne udowodnić sam sobie, że mam odpowiednią jakość. Arsenal to duży klub i kiedy tu przyjedziesz, musisz być w 100% gotowy. Spróbuję więc rozegrać dobry sezon we Francji, dzięki czemu się rozwinę i będę przygotowany na grę w Premier League”.

Dojrzała, przemyślana decyzja, bo akurat w Saint-Etienne ma przy kim się rozwijać. Przy doświadczonych partnerach – Loïcu Perrinie, niezmordowanym kapitanie i legendzie ASSE, oraz  byłym zawodniku Arsenalu Mathieu Debuchym – William ma idealne warunki do nauki.

Choć nie wiadomo czy Saliba już teraz odnalazłby się w Premier League, to posiadanie w odwodzie młodego zdolnego stopera byłoby zbawienne dla Arsenalu, który od dłuższego czasu boryka się z problemami w defensywnie. Od grudnia kontuzjowany Rob Holding, memogenny duet Sokratis-Mustafi, wracający z wypożyczenia ze słabiutkiego Fulham Chambers – to wszystko nie napawa optymizmem. W dodatku najpewniejszy, gdy zdrowie na to pozwala, Laurent Koscielny wszedł na wojenną ścieżkę z klubem i wymusił transfer do Bordeaux.

„Zapotrzebowanie na nowego, sprawnego stopera jest ogromne, największe od lat. Od początku okienka było źle, a strajk Koscielnego jeszcze pogorszył sprawę. To potencjalnie spory problem – jeżeli Arsenal nie ściągnie do tego czasu obrońcy u szczytu możliwości, za rok 19-latek będzie przychodził jako wyczekiwany zbawiciel. Oczekiwania mogą go przytłoczyć” – podsumowuje Eryk Delinger, redaktor leballonmag.pl oraz sport.tvp.pl, a prywatnie kibic Arsenalu.

Człowiek Mbappé

Podparyska miejscowość Bondy w ostatnich latach została rozpromowana przez pewnego młodego napastnika, który wraz z reprezentacją Francji wygrał w zeszłym roku Mistrzostwo Świata. W dokumentach Williama Saliby widnieje to samo miejsce urodzenia, co u Kyliana Mbappé. Francuski stoper swoje pierwsze kroki w piłce stawiał w miejscowym AS Bondy, którego trenerem był.. Wilfried Mbappé, który, jak sam Saliba potwierdza, był najważniejszą osobą w jego piłkarskim rozwoju:

„Był moim trenerem przez rok albo dwa lata. Naprawdę znał się na swojej robocie. Nauczył mnie wszystkiego i dzięki niemu jestem dzisiaj w tym miejscu.”

Przez ojca William poznał młodego Kyliana. Często też przychodził w odwiedziny do rodzinnego domu Mbappé. Gdy trzy lata starszy napastnik został wyskautowany i sprowadzony do akademii Clarefontaine, Saliba był ignorowany przez kluby Ligue 1. Do 15. roku życia odbijał się od takich zespołów jak PSG, Bordeaux, Le Havre czy Auxerre, kontynuując karierę w lokalnym FC Montfermeil – tam dzięki zmianie pozycji na środkowego obrońca jego kariera nabrała rozpędu.

Z zupełnie nieznanego zawodnika nagle stał się głównym celem podróży skautów z całej Francji. Najbardziej konkretne okazało się AS Saint-Etienne, które sprowadziło wówczas 15-letniego Williama do swojej akademii. W tym samym momencie rozpoczął swoją przygodę z młodzieżowymi reprezentacjami Les Bleus, będąc jednym z najciekawszych zawodników w każdej kategorii wiekowej.

Przed sezonem został włączony do pierwszej drużyny Zielonych, ale prawie nikt, włącznie z samym zawodnikiem, nie spodziewał się, że otrzyma tyle szans. Tym bardziej, że konkurentów na środku i boku obrony miał wyjątkowo doświadczonych: Perrin, Subotić, Kolodziejczak, Debuchy. Jednak znany ze stawiania na młodych Jean-Louis Gasset dostrzegł talent młodego obrońcy i zaczął mu dawać szansę, a gdy pod koniec sezonu z powodu kontuzji wypadł Subotić, William Saliba  na dobre wywalczył sobie miejsce w wyjściowej jedenastce, występując w sześciu kolejnych spotkaniach Ligue 1.

Czym przekonał? Niezwykłą dojrzałością i brakiem układu nerwowego. Nie uciekał od rozgrywania, popisywał się wysokimi umiejętnościami czytania gry, imponował spokojem, Do solidnej gry w obronie dodawał świetne, kilkudziesięciometrowe przerzuty do napastników.

Arsenalowi udało się zakontraktować niezwykły talent, a także człowieka, który twardo stąpa po ziemi i wie, czego chce. Najbliższy sezon ma być jego. Musi pokazać, że rekordowa kwota, jaką uzyskało Saint-Etienne ze sprzedaży (dwukrotnie wyższa niż choćby Kurta Zoumy do Chelsea) nie jest odrealniona.

Rok, który pokaże, kim jest William Saliba

Michał Bojanowski (@Bojanowski33)