Renato Sanches. Ostatni element układanki Galtiera

Po trzech latach od finałów Mistrzostw Europy Renato Sanches wraca do Francji. Tam, gdzie wypłynął, ma udowodnić, że wielkie oczekiwania związane z nim nie były bezpodstawne.


Szkoleniowiec Mastifów w układance szykowanej na fazę grupową Ligi Mistrzów zyskuje kreatywnego pomocnika, który musi strzepać z ramion zbierany przez ostatnie 3 lata w Niemczech i w Anglii. Lille natomiast rekordowym w historii klubu transferem (20 milionów euro) pokazuje, że nie spoczęło na laurach i zamierza budować na fundamencie zeszłorocznego sukcesu.

Kompletowanie składu

Demony przeszłości związane z bielsowskim okresem w Lille i ciągła kontrola DNCG (Komisja Kontroli Finansów Klubów Zawodowych) nie pozwalały na przesadną rozrzutność w letnim okienku transferowym. Świetny sezon zwieńczony wicemistrzostwem Francji okazał się za to magnesem na najmożniejsze kluby w Europie, co w rezultacie doprowadziło do uzyskania przychodu ze sprzedaży rzędu 145 milionów euro.

Na kategoryczne wnioski o wiele za wcześnie, ale wydaje się, że Lille uzupełniło każdą wyrwę spowodowaną sprzedażą kluczowych zawodników:

Nicolas Pepe (Arsenal) – największą lukę ma wypełnić wielki turecki talent Yusuf Yazici, kupiony za aż 16,5 miliona euro. Zawodnik innego typu niż Pépé, operujący bliżej środka pola, mający wymieniać się miejscami z Jonathanem Ikoné

Rafael Leao (AC Milan) – w jego miejsce natomiast zakupiono dwóch napastników – Timothy’ego Weaha, wychowane w PSG złote dziecko reprezentacji USA, oraz Victora Osimhena, który w trzech meczach ustrzelił już cztery gole

Youssouf Kone (Olympique Lyon) – Domagoj Bradaric zakupiony za 6,5 miliona euro z Hajduka Split jest największą niewiadomą z nowych zawodników. Wchodzi jednak w sezon ze stuprocentowym zaufaniem Christophe’a Galtiera i już odpłaca się dobrymi występami

Thiago Mendes (Olympique Lyon) – następcą Brazylijczyka jest sprowadzony z Rennes Benjamin Andre. Kolejny piłkarz, który nie będzie zamiennikiem „jeden do jednego” – jest bardziej uniwersalny niż słynący głównie z destrukcji Mendes, a jego dodatkowym atutem powinno być doświadczenie i bardzo równa dyspozycja.

Wrażenie robi fakt, że prócz Andre są to piłkarze młodzi, ale tacy, których zakup nie jest obarczony wielkim ryzykiem niepowodzenia. Transfer Sanchesa miał być odpowiedzią na odejście Thiago Mai, do którego ostatecznie dojdzie jednak dopiero w styczniu. Kosztowny transfer Brazylijczyka okazał się nietrafiony. Z początku środkowy pomocnik rzucany był przez Marcelo Bielsę na bok obrony, gdzie prezentował się fatalnie, a za kadencji Galtiera regularnie przegrywał rywalizację z Mendesem, Xaką i Soumare. Szefowie LOSC starają się go pozbyć zwłaszcza ze względu na nieproporcjonalnie wysokie zarobki. Z klubem może też niebawem pożegnać się Boubakary Soumare. 20-latek pokonał w zeszłym sezonie bardziej doświadczoną konkurencję w środku pola i ściągnął uwagę wielu europejskich klubów.

Plan Galtiera

Letnie okienko było dla Lille okresem wyjątkowo pracowitym, ale udanym, a za zwieńczenie tak pomyślnej kampanii trzeba uznać pozyskanie Renato Sanchesa. Dość zaskakujący ruch jest wypadkową determinacji samego zawodnika i rozmów przeprowadzonych z rodakami pracującymi w LOSC.

„Od dłuższego czasu miałem kontakt z Luisem Camposem. To, co mi powiedział, a także wizja, którą realizuje wraz z Gerardem Lopezem przekonały mnie, że warto tu przybyć. Dużo rozmawiałem również z Jose Fonte, z którym zawsze miałem dobry kontakt”.

Trzeba jednak podkreślić, że mimo dużej rozpoznawalności na ten moment forma Sanchesa jest sporą niewiadomą, gdyż w ostatnich latach Portugalczyk nie grał regularnie.

Żeby przypomnieć sobie jakimi atutami dysponuje Renato Sanches, wypadałoby cofnąć się w czasie do Euro 2016. Właśnie wtedy Portugalczyk błysnął na francuskich boiskach (między innymi w meczu z Polską), a Bayern przelał na konto Benfiki 35 milionów euro. Na tym można w zasadzie skończyć, bo później chłopak przepadł. Rok w Monachium, wypożyczenie do Swansea, powrót do Niemiec. Krótko mówiąc: stracony czas. W poprzednim sezonie błysnął raz. W Lidze Mistrzów. Grając przeciwko… Benfice. Strzelił gola, grał ofensywnie, potrafił rozpędzić się z piłką i minąć kilku rywali. Jednak kiedy sezon się kończył, miał powiedzieć: Dzięki Bogu, jeszcze tylko 45 minut w Bayernie, potem wakacje i już nigdy, ale to nigdy więcej!” – Mateusz Majak, ekspert Bundesligi w Eleven.

Sanches to wciąż zawodnik o wielkim, ale niewykorzystanym potencjale. Przede wszystkim trzeba do niego dotrzeć, odbudować psychicznie i zaufać. To silny, ale jednocześnie szybki i dynamiczny graczy. Piłka mu nie przeszkadza. Potrafi wykorzystać wolną przestrzeń, rozpędzić się, wejść w drybling i minąć rywala. Mając odpowiednich partnerów w zespole odnajdzie się również w grze kombinacyjnej. Jednak musi czuć się ważną częścią zespołu. Obawiam się, że najmniejsze niepowodzenie może mieć bardzo negatywny wpływ na jego postawę zarówno na, jak i poza boiskiem” – kontynuuje dziennikarz.

Christophe’a Galtiera czeka wyjątkowo trudne zadanie, ale nie jest to pierwszyzna dla doświadczonego szkoleniowca. Francuz jest jednym z tych trenerów, których nie można oceniać ze względu na zdobyte trofea. Przez przeszło siedem lat z Saint-Etienne, które znajdowało się tuż nad strefą spadkową, stworzył regularnego uczestnika europejskich pucharów, a to wszystko przy bardzo ograniczonym budżecie. Pod jego wodzą dorastali m.in. Pierre-Emerick Aubameyang, Kurt Zouma, Dimitri Payet czy Blaise Matuidi, więc umiejętności pedagogiczno-wychowawcze ma na wystarczająco wysokim poziomie, aby poradzić sobie z Sanchesem.

Galtier przejmował Lille w dramatycznej sytuacji. Klub był zadłużony, porzucony przez Marcelo Bielsę i mimo mocnej kadry, niepewny utrzymania. Rzutem na taśmę udało się uratować i wraz z rozpoczęciem sezonu 2018/19 francuski szkoleniowiec zaczął wyprowadzać klub na prostą.

Jak tego dokonał? Najprościej rzecz ujmując, postawił na sprawdzone w Saint-Etienne środki i w przeciwieństwie do swojego poprzednika nie kombinował. Wrócił do ustawienia z czterema obrońcami, a drużynę oparł na kreatywnych skrzydłach oraz wyjątkowo stabilnym środku pola. W minionym sezonie żadnego zespołu nie oglądało się przyjemniej. Duża w tym zasługa fenomenalnej formy tercetu Bamba-Ikone-Pepe, ale sprowadzenie dwóch pierwszych i przesunięcie trzeciego ze środka ataku na skrzydło jest zasługą tylko i wyłącznie Galtiera, który na nich oparł atak Lille.

Dotychczas środek pola tworzyli niezwykle solidni, ale mocno defensywni Mendes i Xeka (pod koniec sezonu w miejsce Portugalczyka wskoczył Soumare). Nowy sezon, a w szczególności zbliżające się rozgrywki Ligi Mistrzów, wymusiły sprowadzenie bardziej kreatywnego zawodnika, jakim niewątpliwe jest Sanches, ale również Andre. Nie można zakładać, że któryś z ofensywnych zawodników powtórzy zeszłoroczny popis Pepe, więc pomysł na atak Lille nie powinien być ograniczony do rozprowadzenia piłki na boki boiska. Portugalczyk daje również możliwość rotacji na pozycji ofensywnego pomocnika. Umiejący rozegrać, wejść w drybling i sfinalizować akcję Sanches może równie dobrze grać z przodu, zostawiając destrukcję Andre, Xece lub komuś z duetu Soumare-Maia.

Christophe Galtier w nieco ponad rok stworzył zbalansowaną, efektowną drużynę, a ukoronowaniem tej pracy mają być udane występy w Lidze Mistrzów. Najnowszy element tej układanki ma być jej centralnym punktem. Wszystko w nogach i głowie 22-letniego złotego chłopca, który po trzech latach wraca do miejsca, w którym wypłynął. Cykl zamknięty.